Bardzo często zdarza mi się spotykać z taką opinią. że chodzenie na terapię ma komuś poprawiać samopoczucie lub z sesji na sesje ma być lepiej.
Zdarza się, że rzeczywiście tak jest, choć zdecydowanie częściej bywa tak, że...
Otóż proces każdego człowieka toczy się w bardzo różny sposób. Bardzo często, aby iść do przodu, najpierw trzeba pójść kilka kroków wstecz. Proces toczy się również swoimi prawami. Często Klienci przychodzą na kolejne sesje z "amnezją" i pracę trzeba niejako zaczynać od początku. O co chodzi? Otóż jeśli na sesji zadzieje się dla Klienta coś bardzo ważnego, być może trudnego, na co jeszcze w jakiś sposób nie był gotowy, to jego organizm musi sobie z tym jakoś poradzić i wtedy może nastąpić całkowite wyparcie tego, co na sesji się zadziało.
To ważny sygnał w ich procesie i miejscu gdzie są.
Czasem znów, ktoś zaczyna na danej sesji spotykać się z emocją dla siebie trudną (np. złość na kogoś), a na następnej sesji zaczyna pracować, nad zupełnie innym problemem. Jakby owej złości wcale nie było. I czasem tyle wystarczy, a czasem Klient musi się oswoić z nową sytuacją. Z nowym doświadczeniem. Musi je w sobie zintegrować, a to często wymaga czasu.
Inny rodzaj pogorszenia samopoczucia w trakcie procesie terapeutycznego, to moment, gdy po pierwszych sesjach, gdzie Klient czuje się dużo lepiej, nagle zaczyna wchodzić w siebie trochę głębiej i zaczyna sobie uświadamiać dla siebie trudne kwestie, do których wcześniej nie miał zwyczajnie dostępu. To często moment, kiedy następuje załamanie lub zniechęcenie, ponieważ najczęściej uświadomienia wiążą się np. z przeżyciem smutku wiele lat temu "zakopanego", z wyrażeniem złości, od dawna tłumionej. To może powodować, iż nagle opada maska, którą na co dzień taki Klient nosił i zaczyna się praca na innym poziomie i najczęściej też na innym obszarze. Czasem wiąże się to z uświadomieniami, że coś trzeba w życiu zmienić, albo tkwi się w toksycznej relacji, która już dawno przestała być tym, co sobie ktoś zakładał.
Warto też pamiętać, że jeśli przez całe życie bliżej mi do obszaru intelektualnego, to gdy nagle zacznę czuć i przeżywać, to najczęściej musi na chwile zrobić się inaczej. Może i trudniej. Ale na pewno docelowo dużo bardziej pełnie. Bo o to właśnie chodzi. Aby w pełni doświadczać tego, co nas spotyka i aby móc sobie radzić z sytuacjami w sposób dla nas konstruktywny i wspierający, a nie destrukcyjny. A do tego potrzebne są emocje i umiejętność bycia ich twórcą, a nie ofiarą.
koniec.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz