Zbiór subiektywnych myśli i refleksji na temat terapii, coachingu, procesu i szeroko rozumianego rozwoju osobistego.
niedziela, 5 stycznia 2014
Analiza transakcyjna i "dorosłość"
Zgłębiając raz na czas założenia analizy transakcyjnej (która zakłada, że każdy w nas ma w sobie trzy osoby: dziecko, rodzic i dorosły) nasuwa mi się niemal samoczynnie refleksja, że problem niezaspokojonych potrzeb naszego wewnętrznego dziecka (miłość, akceptacja, możliwość popełniania błędów, wsparcie rodziców, itp) bardzo mocno kreuje później naszą osobowość.
Bo gdy jako dziecko nie dostaliśmy tego, czego potrzebujemy w tym okresie życia, okazuje się, że w życiu dorosłym jako właśnie "dorośli" nadal staramy się zaspakajać zachcianki dzieciństwa wchodząc na przykład w niedojrzałe związki, szukając w nich miłości rodziców, akceptacji, czy bezpieczeństwa i potem dziwiąc się, że się nie udaje, lub że to cały czas "nie jest to do końca". Budując dookoła twierdzę zbudowaną np. na sukcesie finansowym, czy wspaniałej karierze, czy wielu innych mechanizmów, które nazywam ucieczką przed swoim prawdziwym JA, a wspieraniem swojego fałszywego JA ludzie tacy uciekają od swoich prawdziwych potrzeb już dawno zapomnianych i od dawna nie realizowanych.
I tak oto spotyka się dziś na świecie pokolenie 30,40,50 latków, którzy pokazują jak się da swoją dorosłość, a większość nadal porusza się w obszarach wewnętrznego dziecka i jego niezaspokojonych potrzeb z dawnego okresu. Kwitują innych stwierdzeniami o tym, że przecież już tyle przeżyli i mają takie bogate doświadczenia.A Gdy popatrzysz na ich związki, partnerki jakoś dziwnie przypominają matki, a partnerzy jakoś dziwnie mają cechy ojców... Sytuacja w jakiej są jakoś dziwnie powiela się z tym jak funkcjonowali ich rodzice i jakoś dziwnie pokazuje te same ograniczenia z jakimi mierzyli się rodzice w dzieciństwie. W niektórych przypadkach, gdy pracuję z Klientami mógłbym nawet pokusić się o stwierdzenie, że to idealna kopia. Klienci opowiadając po kolei kawałki tego, co przeszli na początku ni jak nie są w stanie zobaczyć na pozór oczywistych podobieństw i wręcz bijących po oczach wzorcach i skryptach jakie dzień w dzień powielają, mówiąc "nigdy nie będę taki jak ojciec czy matka".A przepracowanie niezaspokojonych potrzeb z dzieciństwa na zasadzie "ja już z rodzicami mam wszystko wyjaśnione - było minęło", lub ostatnio przeze mnie zasłyszane - "ja jestem dumny, że ojciec mnie bił, bo dzięki temu wychował mnie na ludzi", w zasadzie tylko zdaje się potwierdzać nieświadomą niedojrzałość "dojrzałych" i dorosłych ludzi żyjących między nami. W pewnym sensie kawałka jaki prawdopodobnie każdy człowiek na jakimś obszarze podświadomości nosi.I czy bycie dzieckiem jest złe? Nie! wręcz bardzo potrzebne! Każdy z nas ma w sobie własne wewnętrzne dziecko. Jednak dopóki tłumienie jego potrzeb zabiera większą część reszty osobowości, nie pozwalając się rozwinąć zdrowemu i świadomemu "dorosłemu", czy "rodzicowi" całe życie jest zachwiane i nie ma w nim równowagi. A tylko przy prawidłowo funkcjonującym dziecku, dorosłym i rodzicu może pojawić się harmonia i prawdziwa radość życia. Taka swoista głębia doświadczania. I tylko wtedy można doświadczać życia takim jakim jest, bez budowania kolejnych iluzji jakimi dorosłe dzieci cały czas otaczać się muszą... Że są ważne, kochane, że nie potrzebują nikogo by być szczęśliwym, bo będąc samotnym nie można być przez nikogo zranionym, że sobie zawsze same poradzą, że w końcu ktoś (matka, ojciec) wreszcie doceni ich ponadludzkie wysiłki o udowodnienie w ich oczach swojej adekwatności...Zatem nasuwa się pytanie: a dlaczego zatem większość zostaje w tych skryptach, w przekonaniach wgranych im przez rodziców, w sposobie postrzegania świata wyniesionym z domu, mimo że to im przecież szkodzi i przeszkadza? Mimo, że nie żyją tak jak chcą i nie są zadowoleni? Ponieważ droga do odkrywania swojej własnej, jedynej i niepowtarzalnej historii dzieciństwa nie jest drogą łatwą i nie zawsze przyjemną, czasem wymagałaby tego, aby iluzje legły w gruzach, że może jednak bijący ojciec, to nie ktoś, kto dobrze wychowuje swoje dziecko, a co najwyżej niedojrzały tyran, że matka uwodząca swoje własne dzieci (mówiąca musisz się mną zaopiekować, bo kto jak nie ty?, zawsze będziesz lepszy od Tatusia) w okresie edypalnym, to nie normalka, tylko niedojrzałe dziecko, które samo nigdy miłości nie zaznało, zatem teraz stara się zaznać jej paradoksalnie od istot, które powinny od niej ją otrzymać... Świadomość, to czasem, zwłaszcza na początku tej drogi ciężar, a jednak... tylko ta droga daje możliwość odszukania, poznania i wydobycia swojego wewnętrznego potencjału, który drzemie w każdym z nas.I tylko ta droga daje prawdziwą możliwość życia własnym życiem, a nie realizowaniem skryptów z dzieciństwa (będę taki jak matka/ojciec), lub anty skryptu (będę zupełnie inny niż matka/ojciec).I tylko ta droga daje możliwość podejmowania decyzji na bazie świadomego Dorosłego przy zachęcającej zgodzie Rodzica i naturalnym zachwycie Dziecka. Innymi słowy: życia prawdziwą pełnią i przezywania każdej chwili jak najwspanialszego prezentu jaki został nam dany.
koniec.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz